Tajlandia

Człowiek przygoda, czyli sexturystyka w Tajlandii

Sexturystyka i Tajlandia to jak synonim obecnych czasów. Często słyszy się, że młodzi ludzie szczególnie mężczyźni jadą do Tajlandii poużywać. To słowo może mieć znaczenie wielorakie, ale sami możemy się domyślić o co w nim chodzi. Nie będę ukrywać, że jak będąc w Tajlandii nie da się nie spotkać ludzi działających w tej branży. 

Pattaya jest znana jako jedna ze stolic światowej seksturystyki, oczywiście to nie jest tylko jedno miejsce w Tajlandii, jest ich kilka. Natomiast Pattaya jest najbardziej znana. Ale od czego zaczęło się to wszystko? Dlaczego Tajlandia jest rajem dla sexu? Wszystko zaczęło się w latach 60 od amerykańskich żołnierzy walczących w Wietnamie, którzy szukali rozrywek. Dzisiaj Amerykanów jest mniej, pełno tu za to Rosjan, którzy wymieniają ruble na usługi seksualne. Za odpowiednią ilość pieniędzy można mieć wszystko: dziewczynę, dwie, ladyboya, a niestety nawet dzieci. Nawet bary przy głównej ulicy zatrudniają czasem dziewczęta, które nie ukończyły jeszcze osiemnastu lat, chociaż seks z nieletnim w Tajlandii jest surowo karany. Dla tzw „białego” często jest nawet trudno rozróżnić czy dana kobieta jest osobą pełnoletnią czy jeszcze dzieckiem. Bowiem Azjatki z reguły wyglądają bardzo młodo.

Tajlandia pod względem prostytucji jest krajem przedziwnym. Z jednej strony prostytucja – nie tylko nieletnich, ale w ogóle – jest tu oficjalnie nielegalna. Z drugiej – istnieje duża tolerancją dla wszystkiego. Więcej! Biznes ten jest nawet częściowo uregulowany prawnie. Stąd sprzedawanie ciała jako sposób zarobku nie jest tu postrzegane jako gorsze niż na przykład praca w polu, a może przynieść wyższe zyski. Dlatego za pieniądze dziewczęta zgodzą się na wiele rzeczy. Jak widać podejście do respektowania prawa jest w Tajlandii, dość luźne. 

Prostytucja w Tajlandii nie ma widocznych połączeń ze stręczycielstwem, czy handlem ludźmi. Dziewczyny są w większości Tajkami i pracują głównie z wyboru, aczkolwiek często pod presją sytuacji życiowej. Nana plaza, Patong, Pataya, Phuket. Tyle nazw, które przywodzą na myśl raj turystyki erotycznej, jakim stała się Tajlandia w ostatnich latach. Obecnie kraj liczy ponad 200.000 pracowników seks-biznesu. Niektórzy szacują nawet, że ich liczba dochodzi do miliona. Przemysł rozrywkowy, który ich zatrudnia, stanowi około 3 – 4% tajskiej gospodarki. Oficjalne i dokładne statystki nie są znane, bo nie prowadzi się żadnego rejestru. 

Przy Walking Street w Pattai i w bocznych uliczkach pełno jest klubów ze striptizem, barów karaoke i salonów masażu (wszystkie i tak docelowo oferują seks), ale są też inne usługi. Dopóki nie przyjechałam do Tajlandii nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje. Idąc i spacerując z jedną z głównych ulic Pattayi podchodzą do nas naganiacze z listą atrakcji, jakie mogą nam zaoferować. Często są to popularne tutaj popisy zwane pingpong show – strzelanie piłeczką pingpongową wyrzucaną siłą mięśni z narządów rozrodczych kobiet. Warianty są różne, nie zawsze musi to być piłeczka pingpongowa. Może być długopis czy puszka po coca-coli. 

Nie ma problemu ze znalezieniem dziewczyny. Wystarczy przejść się główna ulica i jest ich jak na pęczki. Można tylko wybierać, bo każda z nich zazwyczaj i tak jest prostytutką, kwestia jest tylko ceny. Natomiast i tak dla przeciętnego Europejczyka ta cena i tak nie jest wysoka, dlatego Tajlandia jest tak popularnie w sexturystyce.

Będąc już w Pattayi zawitaliśmy z znajomymi na drinka do jedno z takich barów. W sumie, aby wypić drinka to zbyt nie ma wyboru, bo wszędzie i tak są prostytutki kwestia tylko czy się z tego skorzysta. Siedząc na jednej z kanap nie trudno zorientować się z czego ten klub głównie się utrzymuje. Niektóre próbują się uśmiechać do nas i naszych panów, ale oczywiście niestety odwzajemniliśmy, bo chcieliśmy być mili i co? Widzimy jak się zbliża, więc trzeba było postawić tej Pani drinka, bo tak wypada, wybrała drinki i odeszła, bo widziała że nie jesteśmy zainteresowani jej towarzystwem, ale co zarobiła na to już jej. Oczywiście wybierała najdroższe drinki jakie były dostępne. No cóż nasza strata, chociaż myśle, że postawienie drinka komuś, kto z tego się utrzymuje nie jest wielkim wyczynem. W tym klubie oprócz nas było dużo turystów, poznaliśmy pare amerykanów z którymi bawiliśmy się cała noc i już nikt nas nie zaczepiał. Muzyka, alkohol zrobiły swoje i dobrze się bawiliśmy.

 Patrząc z perspektywy turysty to jest dla nas zabawa, ale dla tych dziewczyn tańczących dzień w dzień i czekających na okazje to życie. Kiedy zaczęłam podróżować to dopiero wtedy zaczęłam doceniać, że urodziłam się w Polsce i zaczęłam bardziej doceniać nasz kraj.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *